+48 576 367 605
Kom.
Ksawerów Nowy 8 26-804, Stromiec

Blog

Mniej więcej cztery lata temu w Puszczy Kozienickiej znaleziono suczkę, która umierała z głodu. Nie mogła już chodzić jedynie czołgać się i to, co dziwne jak najdalej od człowieka, który ją znalazł. Jaka jest jej historia? Jakże prozaiczna. Opiekunowie nie dopilnowali i zaszła w ciążę. Krótka narada rodzinna — pozbyć się suczki.

Niezwykle empatyczny członek rodziny wywiózł sunię w wysokiej ciąży tak daleko od domu jak tylko mógł. Do Puszczy Kozienickiej. Tam zostawił młodą około dwuletnią szczenną sunię swojemu losowi i nie odwracając się, by nie zauważyć jak biegła za samochodem, wrócić do swojej rodziny i uczyć swoje dzieci troski o rodziców. Po wielu kilometrach biegu po rozgrzanym asfalcie sunia nie miała już sił, by krwawiące łapki opierać o gorący asfalt. Padła w przydrożnym rowie bez sił... Była zrozpaczona... Co teraz? I Dlaczego? Co złego zrobiła, że odebrano jej tak nagle Miłość i Dom?? Poczołgała się w stronę pobliskich zarośli, by zaznać trochę chłodu. Kolejne dni były jeszcze trudniejsze... Wodę znalazła w kałużach, ale głód obejmował jej całe ciało, gotowe do porodu. Nagle poczuła ból... Ach, to ten moment...

Z trudem poczołgała się ku małej kępie krzewów wyścielonych mchem by samotna i bezradna urodzić swoje pierwsze dzieci. Każde z nich oczyściła z błon porodowych, otuliła je sobą, jak mogła najczulej, podsuwała je do swoich sutków, z których nie poleciała ani kropla mleka... I wtedy po raz drugi poczuła wielki ból, który objął jej całe jestestwo. Zostawiła swoje dzieci i postanowiła iść szukać czegoś do jedzenia. Podeszła pod jakieś gospodarstwo... zobaczyła kury i postanowiła zapolować na nie, by zdobyć cokolwiek do jedzenia... Wówczas pojawił się Gospodarz, który rzucił w nią kamieniem. Uciekła zraniona w grzbiet.

Kulejąc, starała się znaleźć cokolwiek do jedzenia... ale nie umiała sobie z tym poradzić, bo przez stulecia Człowiek odebrał jej samodzielność... Biegała wszędzie, gdzie tylko mogła, szukając czegokolwiek do zjedzenia i wciąż była przeganiana kamieniami i drągami... Wracała do swoich dzieci, by patrzeć, jak jedno po drugim umiera z głodu. Cierpiała tak bardzo, że osiwiała. Co było dalej? Jak napisałem na początku... znaleziona w stanie agonalnym znalazła swoje miejsce w "Aleksandrynie".

Po trzech latach nadal nie ufa ludziom, ale zaufała jednemu człowiekowi, który wysłuchał jej historii. I kocha ją taką, jaką jest. Poranioną przez ludzi, nieufną i tak wrażliwą. Na tym wyjątkowym zdjęciu widać jak pragnie miłości. Dziękuję mojej przyjaciółce za tak wielką wrażliwość i zrobienie tego absolutnie wyjątkowego zdjęcia. Nutka to naprawdę wspaniała Istota. Więc jeśli kiedyś zobaczycie samotne zwierzę szukające jedzenia, to pomyślcie... może gdzieś blisko nas czekają na jedzenie szczeniaki, kociaki, jeżaki, ?? I może jesteśmy im coś winni za zagarnięcie wszystkiego dla siebie ?

 

Jeśli możecie- prześlijcie, proszę tę historię dalej. Być może uratujecie życie Dzieci naszych Mniejszych Sióstr. Z całego serca dziękuję.

Niech sobie przypomnę, jak to się zaczęło...

To była wczesna wiosna dwanaście, może czternaście lat temu?

Wychodziłem właśnie z jakiegoś supermarketu, kiedy mój wzrok i serce przykuł obraz jak z koszmaru. Dzieci Drzew stały tam zbite w koszmarnej skrzyni śmierci. Martwe i suche. Tylko na jednym prostym patyczku, wysokim na jakiś metr drżał ostatni zielony listek. Zdumiałem się w swoim racjonalizmie, ponieważ zawołał mnie. Usłyszałem: "Ratuj mnie! Ginę!". Zabrałem to Dziecko Drzew do kasy, dowiadując się, że to młodziutka Jabłonka.

Ostrożnie, aby nie urazić tego jednego jedynego listka, włożyłem do auta i przyjechaliśmy do mojego ówczesnego domu. Delikatnie wyjąłem Jabłonkę i zacząłem z nią chodzić po całym ogrodzie, szukając dobrego miejsca. Cóż, ogród był już zaaranżowany i jedyne wolne miejsce było koło kompostownika. Pomyślałem do Jabłonki: Będziesz tu miała mnóstwo jedzenia z wód spływających w głąb ziemi spod kompostownika. Dasz radę, prawda?" Milczała, ufając mi. Otuliłem ją, jak tylko mogłem najlepiej i codziennie zaglądałem do niej, podlewałem, dodawałem odwagi.

Pamiętam, że to był koniec kwietnia. Na początku maja pojawiły się kolejne trzy listki i jeden jedyny kwiat. Ze wzruszeniem patrzyłem, jak rozkwita, zawiązuje się owoc i wczesną jesienią ten kruchy patyczek z kilkoma zaledwie listkami pochylał się pod ciężarem najsłodszego jabłka, jakie w życiu jadłem. Podziękowałem Jej za ten wielki dar, prosząc, by zadbała o siebie i dziękując za Jej podziękowanie, poprosiłem, by oszczędzała swoje siły i rosła. Obiecałem też - jakkolwiek to zabrzmi - że jeśli zechce, to zabiorę ją ze sobą kiedy się wyprowadzę, a taka opcja wówczas była bardzo realna.

Minęły kolejne trzy lata. Jabłonka rozrastała się, nie tracąc ku mojej radości sił na kwitnięcie i owocowanie. Aż nadszedł dzień przeprowadzki... Zapytałem: Czy chcesz pojechać ze mną ? Tak - odpowiedziała. Bardzo delikatnie, aby nie uszkodzić "niemowlęcych" korzonków wykopałem ją i przywiozłem do „Aleksandryna”. Wybrała sobie miejsce, w którym odnalazła się najlepiej i tam ją posadziłem. Pierwszy rok był trudny. Dodawałem jej sił, by mogła odnaleźć się w tym nowym miejscu.

Teraz? Jest przepiękną młodą dziewczynką strojącą się co roku w suknię przetykaną kwiatami. A ja? Jak ojciec czuję się z niej tak bardzo dumny. No i mamy jedną słodszą nawet niż Jej owoce tajemnicę: spełnia wszystkie marzenia tych, którzy potrafią z nią porozmawiać.

Idealistka z Niej :) Ciekawe, czy ją rozpoznacie? Jeśli tak, nie wahajcie się ani chwili. Rozmawiajcie z Nią, ponieważ ma w sobie siłę całej Matki Ziemi.

Dziś jest już około 20-letnią Panną, co w wieku drzew oznacza wciąż dziewczynkę najwyżej 14-to letnią. Kiedy z nią porozmawiacie, zobaczycie sami, jaka jest wciąż rozbrykana, szalona, ale wciąż wdzięczna za uratowanie jej życia.

Ostatnio poprosiła mnie, abym zwrócił się z prośbą do tych marketów: nie sprzedawajcie Dzieci Drzew, bo tak wiele z nich umiera w samotności i bólu. I z prośbą do Ciebie: jest tyle miejsc, gdzie można kupić drzewka – w sadach. Tam właśnie czekają na Ciebie ze swoją słodyczą owoców i wdzięcznością za troskę.

A wtedy spełnią się Twoje marzenia! 

Tak mówi Magiczna Jabłonka i być może ma rację...

Aleksander Słowik.

 

 

"Po każdym dniu trzeba postawić kropkę,

odwrócić kartkę i zaczynać na nowo..."

 

... od pewnego czasu obserwuję na terenie trawnika walkę o wpływy. Otóż gdy drób zostaje uwolniony, grupują się dwa gangi.

Gang Don Ptysia (z haremem)

i Gang Don Gustawa (z haremem)

                                                        

Oczywiście całość nadzorują  psy. ;) 

Do codziennych obowiązków Donów należy łażenie z wypiętą piersią, wzdłuż wymyślonych granic i gdy jakiś inny, obcy gatunek próbuje przekroczyć miedzę, prychają, syczą, a w skrajnych przypadkach atakują znienacka, łapiąc klienta za pióra.

Walki gangów ustają, gdy na trawniku (ze słusznym końskim przytupem), pojawia się zakochana para kucyków Tania i Tony. Wszystkie konflikty zostają zawieszone i każdy oddala się na z góry opatrzone pozycje, czyli gdzie popadnie. 

Wisienką na torcie każdego dnia, są moje potyczki z Don Gustawo. Gustaw wkręcił sobie, że jestem jego wrogiem numer jeden i należy mnie atakować kiedy tylko się zdarzy okazja. Gustaw jest kreatywny, nieustanie zmienia techniki bojowe wobec moich walonków, czy też dolnej części pleców. Regułą jest, że gdy przechadzam się po trawniku, pojawia się Gustaw i zaczyna mnie śledzić.

(1) Don Gustafo. - YouTube

Chodzi za mną i gdy na niego spojrzę, zaczyna energicznie dziobać trawę. Wyczekuje momentu, w którym odwrócę się do niego plecami i skacze na pełnym gazie, gdzie popadnie. Jako że znamy się z Gustawem, to wiem, w którym momencie szykuje się do szarży, wystarczy wtedy wystawić do przodu kalosza, a wpada na niego z otwartymi skrzydłami.  

Okazuje się, że praca na gospodarstwie nie jest pasmem powtarzających się czynności i o tym będzie blog "Dniem zapisane"

 

 

logo.png

Aleksandryn

Ksawerów Nowy 8
26-804, Stromiec
aleksandryn8@gmail.com

© Copyright 2021 Aleksandryn.