+48 576 367 605
Kom.
Ksawerów Nowy 8 26-804, Stromiec

Blog

Kolejne warsztaty kuchni wegetariańskiej za nami. Przeszły pod zamkiem kreatywności kuchennej i werbalnej.

A działo się w naszej kuchni wiele. Pierwszy samodzielny biszkopt, tort zmienił nazwę, jajka po turecku też przestały się tak nazywać. A wszystko za sprawą niesamowitej inwencji nazewniczej naszych gości, a raczej gościń (oczywiście był jeden rodzynek Robert, nadal jesteśmy pod wrażeniem Twojego zaangażowania kuchennego).

A oto co robiliśmy: Hitem jest najprostsza pasta, Feta Paste, danie, które stało się wiralem a hasztag #FetaPasta ma ponad 700 milionów wyświetleń.

Przepis na dwie porcje

2 szklanki pomidorów koktajlowych

4 duże ząbki czosnku

1 kostka fety ( pamiętajcie twardej fety, najlepiej greckiej, prawdziwej, ale sprawdza się też ta biedronkowa)

oliwa z oliwek, miód, roszponka i ulubiony makaron w ilości, jakiej jesteśmy w stanie zjeść.

1. rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni

2. do naczynia żaroodpornego wlewamy oliwę z oliwek (tak aby przykryła dno), dodajemy czosnek pokrojony na plasterki, na środku układamy fetę w kawałku, dookoła, wsypujemy pomidorki koktajlowe, całość polewamy miodem, dość obficie (feta cały wierzch, pomidorki trochę mniej)

3. Zapiekamy ok.25/30 minut, do momentu aż pomidorki się pomarszczą

4. gotujemy makaron

5.Podajemy osobno makaron i zapieczoną fetę, a ponieważ uwielbiamy tworzyć wariacje przepisów to w Aleksandrynie przed podaniem fety, po jednej stronie naczynia, uładzamy roszponkę ( wygląda świetnie, a jeszcze lepiej smakuje)

I przechodzimy do tego co jest najlepsze, czyli jedzenia. Każdy nakłada sobie makaron, a na niego fetę z pomidorkami i roszponką (nie zapominajcie o oliwie z naczynia ma genialny smak)

A jeśli o makaron chodzi, to wersja monochromatyczna też jest super, tak dla oczu, jak i podniebienia.

Potrzebny będzie czarny makaron (z sepią), oliwa z oliwek czosnek oraz czerwone ostre papryczki i burrata).

Makaron gotujemy al dente, na oliwie 2 min, przysmażamy przeciśnięty przez praskę czosnek oraz drobno pokrojone papryczki. Wszystko razem mieszamy, dorzucamy poszarpaną burratę i parę listków świeżej bazylii. I już.

Proste, cieszące oczy i kubeczki smakowe danie w ok. 10 min.

A teraz coś na śniadanie: Aleksandryjskie jajka po cypryjsku.

Oczywiście nazwa jest wynikiem pewnego zamiennika, sytuacji geopolitycznej oraz wspomnianej kreatywności nazewniczej naszych gości.

Co będzie potrzebne?

Jajka, jogurt grecki, harrisa lub inna pasta z ostrych papryczek, masło, rukola.

Jajka przygotowujemy na sposób benedyktyński, czyli w garnku zagotowujemy wodę z dodatkiem szczypty soli i 1 łyżką octu, robimy wir (czyli mieszamy łyżką) i wbijamy jajko, gotujemy tak długo aż zetnie się całe białko.

Oczywiście ze względu na wrodzona energooszczędność i liczbę jajek do przygotowania, w Aleksandrynie robimy to tak:

zagotowujemy wodę, woreczki śniadaniowe smarujemy w środku olejem, wbijamy do nich po jednym jajku, zawiązujemy, wkładamy do wrzątku i gotujemy do ścięcia białek (możemy wtedy przygotować jednocześnie większą ilość jajek)

W rondelku roztapiamy masło, dodajemy harrisę (pół łyżeczki na każde jajko). Do miseczek wkładamy jogurt (1 łyżka) trochę rukoli jajko, wszystko polewamy masłem z harrisą. W przepisie oryginalnym znanym jajko jajka po turecku, jest oczywiście gęsty jogurt turecki.

Dla lubiących czosnek, jogurt można wymieszać z przeciśniętym przez praskę czosnkiem, a masło dobrze jest aby było palone, czyli przed dodaniem harrisy podsmażamy je do momentu kiedy pojawią się brązowe kropki i zacznie unosić lekko orzechowy zapach.

A teraz nastąpi wyjaśnienie tytułu: Jeżyny z porto to nowa nazwa dla tortu, który zagościł w Aleksandrynie za sprawą mistrza Alessandra. Biszkopt jest łatwy, to teza pierwsza. Katarzyna coś o tym wie.

Biszkopt.

niepełna szklanka mąki pszennej tortowej - około 140 g

1/3 szklanki mąki ziemniaczanej - skrobi (do 50 g)

7 większych jajek

3/4 szklanki drobnego cukru - około 150 g

Jajka wyjmij z lodówki na godzinę przed szykowaniem biszkoptu. Szklanka ma u mnie pojemność 250 ml

W małej misce wymieszaj ze sobą obie mąki. Oddziel żółtka od białek. Białka umieść w dużej szklanej misce i ubijaj kilka minut na sztywno. Nie za długo, by nie przebić pęcherzyków powietrza. Już po 3 minutach możesz zacząć dokładać cukier. Ciągle miksując wsypuj po jednej łyżce cukru. Po każdej łyżce miksuj białka przynajmniej minutę. Na koniec dodaj żółtka i dalej miksuj jeszcze kilka minut.

Obroty miksera zmniejsz do minimum (lub użyj szpatułki). Dodaj mieszankę mąk do piany jajecznej. Zamieszaj dokładnie, ale nie za długo, tylko do połączenia składników.

Tortownicę wystarczy wyłożyć papierem do pieczenia i zapiąć obręcz. Boków formy niczym nie smarujemy. Ciasto przełóż do tortownicy i wyrównaj powierzchnię.

Biszkopt piecz około 30 minut (nie dłużej niż 35 minut) w piekarniku nagrzanym do 170 stopni z termoobiegiem (do suchego patyczka). Z grzałką góra i dół nagrzej piekarnik do 180 stopni. 

Biszkopt możesz wyjąć z piekarnika od razu po upieczeniu.

Jeżyny z porto

(z braku jeżyn mogą być maliny z borówkami)

Mrożone owoce wkładamy do garnka ( po jednym opakowaniu) dodajemy dwie łyżki cukru i solidną szklankę porto, gotujemy na małym ogniu do momentu kiedy powstanie gęsta masa, przecieramy przez sitko i odstawiamy do ostygnięcia.

Przygotowujemy porto z wyciśniętym sokiem z limonki do naponczowania biszkoptu.

Masa :ubijamy śmietankę 36% z dodatkiem cukru 2 łyżki( dodajemy ricottę 2 opakowania) przetartą przez sitko i mieszamy.

Biszkopt przekrawamy na pół ponczujemy smarujemy masa , składamy i nakładamy masę na wierzch i boki, chowamy do zamrażalnika na ok pół godziny, po wyjęciu oblewamy sosem

przygotowanym z owoców.

Cdn...

"Rosół" z pieczonych warzyw

- 1 cebula
- 2 marchewki
- 1 pietruszka
- mały seler
- 3 łodygi selera naciowego 
- por (biała i zielona część)
- główka czosnku
- 3 suszone grzyby
- liść kapusty
- 1 jabłko
- łyżka oliwy

przyprawy korzenne:

łyżeczka ziarenek pieprzu, łyżeczka ziela angielskiego, 3 liście laurowe, łyżeczka nasion kolendry, 1 łyżeczka kminu rzymskiego, mała kora cynamonowa, 6 goździków, gwiazdka anyżu,  1 łyżeczka kolendry w ziarenkach
pęczek ziół (u mnie natka pietruszki i suszony lubczyk)

dodatki (opcjonalnie):

kawałek parmezanu, 3 suszone śliwki, 2 plastry imbiru, 2 plasterki kurkumy 2 łyżki sosu sojowego 1 łyżeczka masła
sól, pieprz.

3 litry zimnej wody


Cebulę przekrawamy na pół i opalamy w łupinach nad ogniem. Jeśli nie macie kuchenki gazowej, możecie ją podsmażyć na żeliwnej patelni posmarowanej odrobiną oleju roślinnego.

Na blasze wyłożonej pergaminem lub w ceramicznej formie umieszczamy: umyte i obrane warzywa, jabłko, przyjaraną cebulę, główkę czosnku w łupinkach (odcinamy "dupkę").

Dodajemy przyprawy korzenne, skrapiamy oliwą i pieczemy przez 40 minut w 200 stopniach.

Upieczone warzywa przekładamy do garnka (razem z całym "sosem" z pieczenia i przyprawami), zalewamy zimną wodą i gotujemy. Wrzucamy kawałek parmezanu, zioła, liście laurowe, imbir, kurkumę, suszone śliwki.

Gdy zacznie pyrkać, zmniejszamy ogień, gotujemy pod przykryciem przez 1,5-2 godziny.
Pod koniec gotowania przecedzamy bulion przez sito i wlewamy ponownie do garnka. Dodajemy łyżeczkę masła. Przyprawiamy do smaku solą, świeżo mielonym pieprzem i sosem sojowym.

Podajemy, jak kto chce, z makaronem, zacierkami lub kulkami z macy.

Stawialiśmy w tym roku na kuchnię meksykańską, ale Platon i stoicy wszystko zmienili (chyba nawet nie wiedzą jaki wpływ na kuchnię ma filozofia). Zaczynamy grecki  "meksyk" w kuchni. Chociaż tak naprawdę meksyk zrobi się tylko, kiedy przypadkiem wyjmuje się włączony blender z garnka z zupą.

 Zupa krem z pieczonej cukinii z miętą. Poezja greckich smaków.

Porcja na 6 -8 osób.

4 duże cukinie, raczej zielone, ponieważ kolor zdecydowanie ma znaczenie

1 duży por

1 korzeń pietruszki

2 średnie ziemniak

2 l wody pęczek świeżej mięty, zwykle nie pieprzowej

pęczek bazylii

i to, co robi klimat, czyli dodatki

oliwa

ser halloumi

czarne oliwki 2 pomidory

1. Cukinia w plastry, por, ziemniak, pietruszka, cebula pokrojone w kawałki (dwie uwagi, ziemniaki obrane a por w całości razem zieloną częścią, bo ta ma najwięcej aromatu), układamy na blasze, skrapiamy oliwą i pieczemy w piekarniku 15 minut w 200 C.

2. Do garnka wlewamy wodę, wkładamy zioła i upieczone warzywa, gotujemy 30 min. Doprawiamy solą i pieprzem, oczywiście dozwolona jest też magiczna przyprawa, czyli maggi

3. Zdejmujemy zupę z ognia i blendujemy, to właśnie ten moment kiedy możemy zrobić nie Grecję, ale Meksyk.

A teraz czas na niezbędne dodatki.

Pomidora oparzamy, obieramy i kroimy w drobną kostkę, tak samo kroimy halloumi. Czarne oliwki w plasterki, wszystko do miseczki, polewamy oliwą i oto mamy coś, co robi klimat. 

Podajemy zupę, stanowczo nakazując, aby na każdym talerzu znalazła się także łyżka dodatków.

Oczywiście w trakcie gotowania, ponieważ "zupa robi się sama", czytamy "Kritona" lub "Parmenidesa".

Jak zwykle życzę smacznego, w prostocie tkwi smak i piękno (i chociaż Platon uważał je za trudne, to w tym wypadku zupa jest łatwa).

 

To kolejna potrawa, po soczystych piersiach Tomka, która została wymyślona przez szefa kuchni na statku.

Do kociołka nalać solidną porcję oleju, tak by smażyć składniki w głębokim oleju.

Czerwona papryka 3 szt. marchewka, cebula, grzyby mun, brokuł lub kalafior (surowy rozdrobnić na małe kawałki), cukinia cięta wzdłuż na płaty, 2 główki młodego czosnku, tak jak lecą w pęczku. Jedną główkę czosnku wrzucić do gorącego oleju, do którego dosypujemy pieprzu cayenne i łyżeczkę kuminu. Ziemniaki gotujemy osobno w skórkach i po wystygnięciu zawijamy w folię aluminiową i umieszczamy w ognisku.

Warzywa pokroić w paski i smażyć osobno w głębokim oleju. Na koniec wrzucamy do oleju pół kilograma mięsa pociętego w paski i oprószonego mąką, w wersji wegetariańskiej zamiast mięsa kotlety sojowe i kostka tofu wędzonego. Gdy mięso się podsmaży, wsypujemy do kociołka wcześniej podsmażone warzywa, liście świeżej mięty i drugą główkę czosnku, kociołek zamykamy i dusimy, aż się udusi :). Przyprawy według uznania, dodaję majeranek, kmin rzymski i tymianek.

 Podajemy z chlebem i ziemniakami. 

Mamy ich w Polsce ponad 120 gatunków (Venezia, Bellinda, Bellarosa, Elfe, Jurata, i inne). W latach 80-tych wydano książkę (tłumaczenie z języka białoruskiego) z zapisem 500 potraw ich udziałem. 200 lat temu powstał przepis na "kawę", która miała być zdrowa, nie rozpalała jak ta "prawdziwa"i była zgodna z polskim klimatem. We Lwowie roku pańskiego 1861 wydano broszurę o syropie kartoflanym i o winie z syropu kartoflanego.

No właśnie o kartoflach tudzież ziemniakach, pyrkach, pyrach itd. będzie dzisiaj.

Do wszystkich znanych już przepisów dorzucamy dzisiaj ziemniaki po indyjsku.

6-8 średnich ziemniaków

6 łyżek oleju

1 łyżka masła

1 mały por

przyprawy do moździerza

3 goździki

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki pieprzu

1 łyżeczka kurkumy

1/2 łyżeczki ziaren anyżu gwiaździstego

1 łyżeczka cynamonu

1 łyżeczka kminu rzymskiego

1/2 łyżeczki ziaren kolendry 

 i wszystko rozgnieść w moździerzu

 ziemniaki obrać i ugotować

 pora pokroić w talarki (zieloną część także, jest najbardziej aromatyczna)

 pora na patelnie z olejem, lekko podsmażyć, a potem dodać masło 

 dodać przyprawy i smażyć do miękkości 

Ugotowane ziemniaki rozdrobnić trochę widelcem i polać gorącymi porami wraz tłuszcze. Aromat, który się rozchodzi, jest uczta dla nosa, a smak uczta dla naszego podniebienia.

Smacznego :)

logo.png

Aleksandryn

Ksawerów Nowy 8
26-804, Stromiec
aleksandryn8@gmail.com

© Copyright 2022 Aleksandryn.